.

-No cóż - skromnie przyznał mężczyzna - nie na darmo handlowałem przez te wszystkie lata. -Też tak myślę, przyjacielu.. - Jezus!... Maryja!... Pompa umiera!... - zawołał ktoś drugi. - Cicho! - bryznął między nich mocny głos inżyniera. - Uwaga! Podnieśli się wszyscy raptownie, stanęli na wyznaczonych miejscach. - Uwaga, ludzie! - rzekł znowu inżynier. - Zatrzymuję pompę! Gdy dam znak, do roboty! Gotowiście?. - To teraz już jestem zupełnie pewna - oznajmiła z satysfakcją Janeczka. - Pan Wolski go pilnuje. No nie wiem, ale chyba trzeba z nim będzie w końcu porozmawiać. - W każdym razie wiadomo, że trzeba czatować - przerwał jej Rafał i podniósł się z tapczanu. - I już wiadomo, kiedy. Mogę jutro, o wpół do piątej, chyba wystarczy? Niech będzie przez trzy dni. Psa bierzemy? - No pewnie - odparł Pawełek. - On w ogóle ważniejszy niż my wszyscy razem wzięci... Nazajutrz rozpoczęło się polowanie, tak owocne, że przeszło najśmielsze nadzieje. Pan Purchel wyszedł z domu o wpół do szóstej. Opony już zwulkanizował i samochód miał na parkingu. Obszedł go dookoła, przyjrzał mu się i nie dał się namówić, żeby pozostawić go złodziejom na wabia. Teraz istniała szansa na kolejny sukces. Pan Purchel nie jechał szybko i mały fiat nadążył za nim bez trudu. Nie jechał także daleko, dotarł na Mokotów i zatrzymał się na Asfaltowej. Wysiadł, starannie zamknął samochód i wszedł do budynku. Rafał JUŻ wcześniej zwolnił, tak że zatrzymał się za nim dopiero, kiedy pan Purchel znikł wewnątrz. -I co te.. - zaczął, ale nie dokończył pytania. Pawełek bez słowa wyprysnął z malucha i znikł w tym samym wejściu. -Może mu się uda zobaczyć, na które piętro poszedł i w ogóle do kogo - powiedziała z nadzieją Janeczka. - Jak nie, puścimy Chabra. Już go zapoznałam z tym podejrzanym bałwanem, jak czatowaliśmy razem pod jego domem. - Wysiadamy? - spytał Bartek. Kontroli eugenicznej". Mniejsza o to. Ja i pięciu innych. Dwóch mimowolnych uciekinierów.. Pospieszyć!.