Okienka NC są niezależne od siebie. Jeśli w jednym z nich znajduje się zawartość wybranego katalogu jednego z dysków, w drugim można wyświetlić dowolny katalog z dowolnego (także tego samego) dysku. .

1848. - Niech to wszyscy diabli! Chciwość, niestety, zwyciężyła. Mężczyzna zniknął we wnętrzu pokoju, a po chwili pojawił się z nieprzytomną młodą kobietą zarzuconą na potężne ramiona.. Parapsychologia starzeje się.. Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd.. - Niestety! Woszczyna z uszu!. Fale dźwiękowe. W uchu człowieka fale dźwiękowe wywołują drgania błony bębenkowej podobne do drgań skóry na bębnie. Ruch ten jest przenoszony przez szereg małych kosteczek do ucha wewnętrznego, gdzie wywołuje zmiany ciśnienia w cieczy zawartej w kanale o kształcie spirali, zwanym ślimakiem. Te zmiany ciśnienia wywołują odkształcenia wrażliwych na nie komórek, które z kolei wysyłają sygnał do mózgu. 46 Nie wszystkie zwierzęta mają narządy słuchu na. Znał ich bardzo dobrze. Mieli ze sobą stare porachunki. Nie chciał teraz o tym myśleć. Byli na wakacjach. Dorota targała dwie torby, swoją i Skorpiona. Ten szedł przodem z rękami w kieszeni i narzekał. - Nienawidzę tłoku - zwierzał się Kobrze. - Przepędzić to robactwo za kanał. Nie będzie miejsca na skutery. Kobra zlitował się i odebrał jedną torbę od Doroty. Robert z Cleo szli na końcu. - Mówiłaś ojcu, że wyjeżdżasz? - zapytał niepewnie Robert. - Wiem, co mam robić - Cleo nie lubiła wcześnie wstawać, więc jej poziom uprzejmości sięgał dolnej strefy wyczerpania. - A co będzie, jak wszystkie pokoje są zajęte? - Robert zwrócił się do Biedrony. - Mamy stałą rezerwację - odparł ten z dumą w głosie. Dostali apartament. Cleo natychmiast zniknęła w łazience. Robert wyszedł na taras. Podszedł do barierki. W dole była plaża. Robert podziwiał niezwykły widok. Tysiące ludzi zagęszczonych na wąskim pasie miedzy morzem a wydmami starało się odpoczywać. Polskie i niemieckie stacje radiowe brzmiały tu jednocześnie. Krzyki dzieci, wycie motorówek i skuterów wodnych, a pod tym wszystkim cichy szum fal. Tu z tarasu piątego piętra nie wyglądało to groźnie. Taras był wspólny dla dwóch apartamentów. Cichy był jego sąsiadem. - Nic się nie martw - Cichy podszedł do barierki i stanął obok. - Hotel ma własną plażę. Spojrzał w dół w prawo pod wydmę. Żółty parawan ustawiony w prostokąt stanowił zamknięte ogrodzenie wewnątrz którego, kilkanaście osób w spokoju zażywało słonecznej kąpieli. Całe popołudnie spędzali na wodzie. Odpłynęli dalej od brzegu, żeby chwycić silny wiatr. Kobra był dobry na windsurfingu, ale nie na tyle, żeby ścigać się ze Skorpionem. Mieli dobry wiatr północno-zachodni. Nie wysoka, płaska fala dawała gładki ślizg. Tylko skutery były szybsze. Biedrona był mistrzem. Potrafił przy pełnej prędkości przeciąć drogę Kobrze przed żaglem i wejść w ostry zakręt, żeby wybić go z prędkości. Cichy z Iwoną raz po raz ratowali Roberta, który pierwszy raz w życiu miał na nogach narty wodne. Drugi raz już tankowali paliwo, ale Robert nie dawał za wygraną. W końcu odniósł sukces, bo przejechał prawie sto pięćdziesiąt metrów, do pierwszej nawrotki. Cleo została w kojcu. Tak nazywali wydzielony pomarańczowym parawanem fragment hotelowej plaży. Leżała na plastikowym leżaku i wpatrywała się w morze. Raz po raz Robert przemykał z okrzykiem rozpaczy w ślad za mknącą motorówką. Biedrona wykonywał najbardziej skomplikowane ewolucje na skuterze. "Można żyć" - pomyślała. Polska jej się podobała. Nie widziała nic poza Szczecinem i tą plażą, ale gdyby Robert zapytał ją ponownie, czy zostałaby tu jeszcze kilka miesięcy, to chyba by się zgodziła. To zabawne, bo tego samego dnia o to samo zapytał ją również jej ojciec. Bardzo mu zależało, żeby została z nim chociaż do Bożego Narodzenia. Gotów był spełnić każde jej życzenie. Wcale nie prosiła go o motocykl. Kiedy była w jego sklepie i usiadła na małej Virago, powiedział, że "towar dotknięty uważa się za sprzedany", a wieczorem chłopak ze sklepu przyprowadził zarejestrowany już motocykl z pełnym bakiem paliwa i modnym kaskiem. Była szczęśliwa i pierwszy raz w życiu rzuciła się mu na szyję. Stawali się sobie bliscy nadrabiając stracone lata. Byłaby równie szczęśliwa, gdyby zamiast motoru ofiarował jej cokolwiek. Skoro jednak był to motocykl, to zapytała o drugi kask dla pasażera. Zaśmiał się "mnie nie namówisz na motocykl. Jeździłem jak miałem dwadzieścia lat, na Jawie ale..." - "Myślałam o koledze" - zaśmiała się z nieporozumienia. Ojciec spoważniał. Nagle przypomniał sobie o ważnym telefonie. Wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Może trochę za głośno. Odwróciła się twarzą do słońca.. - Kiedy eksplozje zaczęły się nakładać jedna na drugą, Pawlak trącił syna łokciem: - Witia, licz ty, bo mnie się język plącze.. -Opatrzność zesłała - odparł uroczyście -Leszek i stanął wreszcie nieco chwiejnie na nogach. - Wyleciał z biurka? - spytał z żywym zainteresowaniem Wiesio, spoglądając na mnie. - A może komuś z kieszeni? - powiedziała niepewnie Monika. - No więc? - powtórzył kapitan równie ostro jak poprzednio: - Co to było? Co tu się w ogóle dzieje? - Stypa - wyjaśniła uprzejmie Alicja. - Wyprawiamy stypę... Kapitan patrzył na nas wzrokiem pełnym potępienia. Wahał się przez chwilę i prawdopodobnie zastanawiał się, co można zrobić w obliczu takiej gromady pijanych świadków. Istniała duża szansa, że po wytrzeźwieniu nikt nic nie będzie pamiętał. - Proszę się nie ruszać - rozkazał. Przeszedł do gabinetu, zostawiając za sobą szeroko otwarte drzwi i nie spuszczając z nas wzroku podniósł słuchawkę. Aparat Matyldy leżał na podłodze w charakterze drobnych szczątków. - Wezwał stosowne posiłki i wrócił. Przyjrzał się uważnie trwającym posłusznie w bezruchu uczestnikom stypy i zwrócił się do mnie. - Pani jest też pijana?.